sobota, 21 września 2013

Ofek



Dłuższą chwilę nic do siebie nie mówiliśmy. Tkwiliśmy w bezruchu,stykając się nosami.
Choć León był mi obcy i nieznany, intrygował mnie. 
A jeśli prawdą było, że uratował mi życie? Zapewne gniłabym na tym pustkowiu, zjadana przez mniejsze zwierzęta. 
Czułam się głupio, że tak nieprzyjemnie potraktowałam Leóna...

- Gdzie masz zamiar się teraz udać? - rozmyślania przerwał mi wilczur, odsuwając się odemnir
- Dotychczas szłam przed siebie, więc nie wiem gdzie mam się teraz podziać. Nie mam ani dachu nad głową, ani pożywienia. Wszystko straciłam. Wszystko… - westchnęłam i zwiesiłam głowę
- A więc powiadasz, żeś głodna? Proszę, zjedz to. – DOPISZ IMIĘ podsunął mi pod pysk świeżego królika – aż ślinka pociekła

- Ale, jak ja go zjem, to wtedy ty nie będziesz miał, co jeść.
- Coś nagle zrobiłaś się taka uprzejma? - zaśmiał się cicho - Mną się nie przejmuj, niedawno polowałem. Śmiało, jedz - zachęcił

Nie trzeba było mnie prosić, ani sekundę dłużej. Ze smakiem skonsumowałam zwierzynę. Soczyste mięso, dobrze mi zrobiła, niemal natychmiast odzyskałam swe siły.

- A więc wszystko straciłaś? – Zapytał wilczur

Przełknęłam głośno ślinę i przeszły mnie rytmiczne dreszcze.

- Bardzo mi przykro... - wtrącił zmartwiony - Jak do tego doszło?

Nie odpowiadałam. Ślepo wpatrywałam się w jeden punkt, a moje oczy ściemniały.

- IMIĘ, jak nie chcesz nie mów. Przepraszam, jestem mało delikatny. Naprawdę, nie chciałem, cię zranić.

Jego słowa dotarły do mnie dopiero po dłuższej chwili.

- Naprawdę nie ma za co przepraszać. Wszystko w porządku. - powiedziałam słabo i aby moja wypowiedź wyglądała przekonywająco uśmiechnęłam się blado – Nie znam moich rodziców, ani nikogo z rodziny. Zostałam porzucona u wybrzeży Ameryki Południowej w Wielkiej Puszczy. Kiedy zdawało się, że umrę i zaginą o mnie słuchy, znalazła mnie pewna stara wilczyca. Pokochała i wychowywała mnie jak własną córkę. Uczyła polować i zdobywać wiedzę. Mieszkałyśmy wtedy na spokojnej polance, obok lasu. Wilczyca, zawsze powiadała, abym nigdy nie oddalała się, poza teren puszczy, iż tam czyhają wielkie niebezpieczeństwa.Twierdziła, że świat dzieli się na dwie części - dobrą, w której mieszkałyśmy oraz złą, czyli tą, ktora była poza terenem naszego zamieszkania.
Zawsze słuchałam się mojej wychowanki, bowiem bardzo ją kochałam.
Lecz jak na każdego wilka, tak na nią, przyszedł czas. U schyłku życia, podarowała mi ten medalion – wypięłam pierś, aby León mógł zobaczyć połyskujący naszyjnik – i kazała mi przyrzec, iż nigdy nie trafi w niepowołane ręce i, że wypełnię przeznaczenie. Choć nie wiedziałam, cóż te słowa mogą oznaczać, chciałam wypełnić daną obietnicę…
Długo rozpaczałam po śmierci najbliższej i nie licząc się z niczym, wyszłam poza teren lasu. Niepewnie szłam na przód, chlipiąc i skomląc – było mi wszystko jedno. Wtedy ujrzeli mnie ONI – wataha Mroku. Zrozumiałam, dlaczego wilczyca nie chciała mnie puścić, poza las.
Wataha Mroku składała się z dziewięciu ogromnych, krwiożerczych wilczurów. Każdy z nich patrzył w moją stronę, każdy myślał o tym samym – zabić.
Zaczęłam uciekać, choć wiedziałam, że wilki zaraz mnie dopadną i rozszarpią na szczęty.
Chcąc je zgubić wpadłam do lasu, szukając jakiejś kryjówki. Wtem, mym oczom ukazała się mała nora, wykopana pod starym dębem. W ostatniej chwili wpełzłam do niej, tym samym oszukując, głupie wilki.
Przerażona siedziałam w kryjówce ponad trzy doby. Kiedy wyszłam, ukazał mi się najstraszniejszy z widoków; wataha Mroku, chcąc zemścić się na mnie, za to, że nie udało im się mnie złapać – spaliła polanę oraz las, w którym się wychowałam.
Płacząc i wyjąc ruszyłam na przód, nie obracałam się już za siebie. I dotarłam tutaj… - odetchnęłam, uśmiechając się blado – taka jest właśnie moja historia….

Od León do DOPISZ - "Spotkanie"

Śmiało podszedłem do leżącego obok wilka.

-Nie sądziłem, że można zemdleć z przerażenia – poirytowany mruknąłem pod nosem – chyba, że mamy tu dziewczynę.

Nie myliłem się. Leżący obok wilk, nie był bynajmniej samcem. 

- No tak... wszystko jasne - prychnąłem arogancko

Chwyciłem wilczycę za kark i przeciągnąłem do mojej groty.
Trąciłem ją delikatnie łapą, aby się wybudziła – ale ta, ani drgnęła.
Za drugim razem spróbowałem odrobinę mocniej. Chyba za mocno, gdyż jęknęła z bólu. Chwilę potem zaczęła niepewnie otwierać oczy.

Miała bardzo interesującą urodę. Jej czarne futro połyskiwało w świetle pochodni, a oczy… a oczy wyglądały jak dwa szmaragdy.

- Ał… - stęknęła
- Przepraszam, chyba za mocno cię szturchnąłem –powiedziałem, czując nagle, że odczuwam do niej jakby... sympatie?
Wilczyca stanęła na równe nogi i skuliła ogon.
- Mów ktoś ty! – Warknęła
- Aleś zadziorna!
- Mów ktoś ty i jak mnie tu znalazłeś?
-Leon. - odparłem, akcentując każdą literę mojego imienia - Leon - tak mnie zwą.
- Co ja tu robię!? –
- Spokojnie, nie panikuj. Prawdopodobnie uratowałem ci życie… powinnaś być wdzięczna
- Doprawdy? Wątpię. – Prychnęła zażenowana
- Skoro nie ja, to, kto przeciągnął cię do tej groty, kiedy straciłaś przytomność?
- Ty mnie? Tu? Ah, a więc to ty mnie tak przestraszyłeś!
- Zrobiłem to nieumyślnie!
- W ogóle, po co ja z tobą rozmawiam! Gdzie jest wyjście? Gdzie jestem? – Dumnie zadarła nos i trzykrotnie zatrzepotała rzęsami.
- To ja raczej pytam ciebie. Co tu robisz i jaki jest cel, twej podróży? Mało, kto wybiera tę mroczną krainę, jako miejsce wypoczynku.
- Ja nie przybyłam tu na wakacje… a w ogóle, co będę ci się tłumaczyć? Lepiej się przymknij i pokaż mi wyjście – odparła stanowczo i dobitnie
- Twoje oczy są piękne, kiedy się denerwujesz. 
- Czy możesz się uciszyć i mnie stąd wyprowadzić!?Jesteś naprawdę żałosny.

Nagle zagrzmiało. Wystraszona wilczyca, wtuliła pysk w moją sierść. Kiedy zdała sobie sprawę, co właśnie zrobiła, odsunęła się raptownie.

- Prze… przepraszam. To taki odruch. – Wyszeptała zmieszana
- Nic się nie stało złośnico. A swoją drogą, ładnie pachniesz. Jakby lawendą? – Uśmiechnąłem się szarmancko
- Dzięki – zarumieniła się i odwzajemniła uśmiech, tym samym odsłaniając rząd pięknych, białych zębów. 
- Powiesz mi, jak ci na imię?
Wilczyca 

Wypowiadając te słowa zamilkła i spojrzała mi głęboko w oczy.

<DOPISZ dokończysz?>

czwartek, 19 września 2013

Od AUTOr do León - "Wędrówka"





(...)  Samotność, była jedyną rzeczą, która mi pozostała.  Towarzyszyła mi od początku tej nieszczęsnej wędrówki, którą tak bardzo pragnęłam zakończyć.
Niestety, mym oczom ukazywała się jedynie zamglona przestrzeń, której końca nie było widać. Było to ogromne pustkowie, spowite martwą ciszą.
Wokół mnie panował całkowity zmrok, a w powietrzu nie unosił się żaden wesoły dźwięk – słychać było tylko rytmiczne bicie mego serca oraz płytki oddech, wywołany wysiłkiem.
  Dokuczliwy głód oraz wycieńczenie, nie dawały za wygraną, lecz głos w mej głowie, wciąż powtarzał: „iść dalej i przetrwać, iść dalej i przetrwać…”.

Kiedy nogi odmawiały mi już posłuszeństwa, a brak sił osiągnął apogeum, w oddali usłyszałam obcy mi dźwięk. Zdezorientowana nastawiłam uszu i zmrużyłam oczy, lecz mgła była tak gęsta, że nie sposób było coś przez nią ujrzeć.
Obróciłam się wokół własnej osi.
- Kto tu jest?-  Spytałam drżącym głosem
Z pomiędzy czeluści mroku, znowu wydobył się ten sam okropny dźwięk. Tym razem towarzyszyły mu kroki.

Przerażona zaczęłam biec przed siebie. Nic nie widząc, potknęłam się o własne łapy. Padłam na ziemie, jęcząc żałośnie. Nagle straciłam kontakt z rzeczywistością – zemdlałam…

{León - dokończysz?}