(...) Samotność, była jedyną rzeczą, która mi
pozostała. Towarzyszyła mi od początku
tej nieszczęsnej wędrówki, którą tak bardzo pragnęłam zakończyć.
Niestety, mym oczom ukazywała
się jedynie zamglona przestrzeń, której końca nie było widać. Było to ogromne pustkowie,
spowite martwą ciszą.
Wokół mnie panował całkowity
zmrok, a w powietrzu nie unosił się żaden wesoły dźwięk – słychać było tylko
rytmiczne bicie mego serca oraz płytki oddech, wywołany wysiłkiem.
Dokuczliwy głód oraz wycieńczenie, nie dawały
za wygraną, lecz głos w mej głowie, wciąż powtarzał: „iść dalej i przetrwać,
iść dalej i przetrwać…”.
Kiedy nogi odmawiały mi już
posłuszeństwa, a brak sił osiągnął apogeum, w oddali usłyszałam obcy mi dźwięk.
Zdezorientowana nastawiłam uszu i zmrużyłam oczy, lecz mgła była tak gęsta, że
nie sposób było coś przez nią ujrzeć.
Obróciłam się wokół własnej
osi.
- Kto tu jest?- Spytałam drżącym głosem
Z pomiędzy czeluści mroku,
znowu wydobył się ten sam okropny dźwięk. Tym razem towarzyszyły mu kroki.
Przerażona zaczęłam biec przed siebie. Nic
nie widząc, potknęłam się o własne łapy. Padłam na ziemie, jęcząc żałośnie.
Nagle straciłam kontakt z rzeczywistością – zemdlałam…
{León - dokończysz?}
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz